Rano ruszyłem do pracy. W pracy jak to w pracy, pracowałem, normalka. Co było dziwne wziołem sie za swoje osobiste sprawy i tak. Zalatwiłem wizytę do psychologa na następny dzień, oraz dowiedziałem się w końcu co chce ode mnie Urząd Skarbowy w Malborku. To naprawde jak nie ja, ja zazwyczaj zostawiam takie rzeczy na później.
Podczas dnia rozmawiałem sobie z Nią na gg, nawet fajnie było. Gdy wróciłem do domu wyrzuciłem zaległe 3 worki ze śmieciami i zaproponowałem aby wyszła z domu, sam mając plany biegania z Tomkiem. Jednak gdy chciałem sie umówić na późniejsze piwko czy jakiekolwiek spędzanie wieczoru poległem... Nie udało się. Okazuje się, że sie obraziłem i takie tam.
Koniec koncem wyszła z domu na spotkanie z Filipkiem, wsiąkła, odezwała sie po 22 z pretensjami, a później pare smsków w stylu "czy śpisz", "wypije piwko", "zjem chipsy" i po 1 w nocy wróciła.
Było mi smutno. Bardzo smutno. Nie opisuje tu dokładnie jaka była sytuacja ale po prostu. Wybrała Filipka zamiast mnie, wybrała piwko z Filipkiem zamiast mnie, wybrała chipsy z Filipkiem zamiast mnie. A jak ja jestem to wybiera komputer, więc jestem na samym końcu szeregu.
Subskrybuj:
Komentarze do posta (Atom)
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz