Rano jeszcze wściekły, ledwo żywy wstałem i ruszyłem do pracy. A tam! Ku mojemu zdziwieniu, nie miałem nic do roboty zatem zacząłem rozmowę z Nią przez gg. Po parunastu minutach parowało z moich uszu, czaszka się przegrzewała, nogi chodziły pod stołem, musiałem wstać i się uspokoić. I w tym momencie napatoczył się Projekt Manager, który akceptuje mój czas i zapytał się co robiłem 1 czerwca. Wściekły odburknąłem mu , że cośtam robiłem, i kiedy to w ogóle było, nie pamiętam i że co on ode mnie chce, niech nie wymaga za dużo bo ja nie mam czasu na to. (Później przeprosiłem go za moje zachowanie).
Wróciwszy do domu, natychmiast położyłem się spać, gdyż moje zmęczenie sięgało nieba, a raczej piekła. Gdzieś tam w pokoju poszwędała się Ona, cośtam mówiła....zadzwonił telefon, cośtam chcieli i w końcu! zasnąłem. Po godzince wstałem, wykompałęm się i ruszyłem na miasto, tam miał czekać na mnie Marcin ale jak to powiedział przez telefon "ma obsuwe i że ja powinienem być już do tego przyzwyczajony". Aby wypełnić czas oglądałem zdjęcia na rynku z czasów PRLa, gdy Ona się pojawiła.
Pierwsza moja reakcja, "nie mam czasu, odczep się". I odeszła urażona. Jednak po chwili pomyślałem, że jak chce pogadać to właściwie nie ma problemu, możemy to zrobić tu i teraz i niepotrzebnie się tak zachowałem. Pobiegłem za nią, przeprosiłem i zaproponowałem tutaj rozmowe. I tak zaczeły sie dwie dłuugie godziny ciągłych oskarżeń, prenensji z obydwu stron. Z biegiem czasu jednak emocje opadły i obydwoje zaczeliśmy odczuwać ulgę a na samym końcu szczęśliwi odprowadziliśmy się , pożegnaliśmy i poszedłem na umówione spotkanie z Marcinem.
Wróciłem koło 1 w nocy a Ona znowu siedziała przy kompie a w nocy w końcu się kochaliśmy!
Subskrybuj:
Komentarze do posta (Atom)
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz