wtorek, 16 czerwca 2009

dzień 9.

W pracy ledwo żyłem, o godzinie 12stej już byłem po dwóch kawach mimo, że ja w ogóle nie pijam kawy. W czasie dnia pracy Ona oznajmiła , że idzie do teatru i wróci.... na pewno będzie do 20stej. Nie śmiałem zapytać kiedy dokładnie wróci bo był dostał wiązanką o ograniczaniu czy takie tam sprawy. Jednak spytałem się czy mogę z nią iść bo... bo mimo wszystko może być tam ciekawie. Otrzymałem odpowiedź, ze NIE, bo tam trzeba mieć zaproszenia.

Zorganizowałem sobie zatem kolejny wieczór sam. Odwiedziłem Wiktorie, zobaczyłem jej mieszkanie, pogadałem ze współlokatorami, pooglądaliśmy zdjęcia i tak przed godziną 22 wracałem sobie do domu na piechotę. Było ciepło, fajnie ciepło, padał deszcz, lubię jak pada deszcz i jest jednocześnie ciepło, można spokojnie moknąć bez obaw, że się będzie chory. Otrzymałem telefon, Ona właśnie wraca....Git pomyślałem, jeszcze może z godzinkę ze sobą pogadamy, pobędziemy.

Przed powrotem odwiedziła KFC ale i tak wróciła wcześnie jak na nią. Godzina 23. Wpadła, pomilczała, może jedno zdanie powiedziała i zasiadła za komputer. Po godzinie ja zebrałem się do spania bo skonany byłem, poprosiłem aby nie pracowała teraz bo spać mi się chce a rano wstaje do pracy. Odparsknęła, że ma dużo pracy i jest bezrobotna i musi coś skończyć na jutro rano. Poszukałem zatem akcesoriów lotniczych, zatkałem sobie uszy i oczy , położyłem na głowę poduszkę i starałem się zasnąć. Nic.... nie potrafię przy włączonym komputerze, stukocie klawiatury i myszki.

Coś we mnie pękło. O 1 w nocy powiedziałem jej. "NAS NIE MA, CHCIAŁBYM ABYŚ SIĘ WYPROWADZIŁA". Ona chciała rozmawiać, dyskutować, ale ja byłem tak zmęczony, że myślałem tylko o spokoju, ciszy i spaniu. W końcu zasnąłem.

Brak komentarzy: